ALE W TYM AUCIE NIE MA SILNIKA! – Czyli jak matka prawko zdawała ;)

Na kurs prawa jazdy zgłaszają się zazwyczaj dwie grupy kursantów:

  • Ci, którzy chcą zdać, bo tak
  • Ci, których sytuacja życiowa do tego kroku zmusiła.

Ja miałam przyjemność być w obydwu grupach zainteresowanych, choć w innym czasie. Miałam to szczęście, że pierwszy kurs prawa jazdy miałam niejako fundowany, wow! Załapałam się w grupie docelowej z projektu unijnego. Później za to musiałam dwa razy przepłacić, aby błędy z tego kursu skorygować, ale po kolei. Nie zapomnę nigdy sytuacji z placyku przed wyjazdem na miasto. Panowie z Worda jak oglądają nagrany film z egzaminu ze mną w roli głównej, to zapewne mają niezły ubaw po pachy do tej pory 😉

Prawo jazdy z projektu unijnego chciałam zdać, bo tak. Była to znakomita szansa, aby zaoszczędzić niemałe pieniądze. Kurs prawa jazdy za darmo? Toż to szczyt marzeń. Do tego wakacje- wymarzona pora na jazdy Fiatem Punto po dziurawych okolicach miasteczka. A już wycieczka L-ką to Olsztyna wydawała się być prawdziwym błogosławieństwem, zwłaszcza, że tramwai w Olsztynie jeszcze nie było.

PIERWSZY KURS NA PRAWO JAZDY I PIERWSZY INSTRUKTOR

Naszym instruktorem (była nas cała grupa korzystająca z dobrodziejstwa) był pan przed 50 -ką, który chyba nie lubił się czesać. Zawsze był jakiś taki roztrzepany. Nie miał czasu nigdy zjeść, wielkie buły zawsze zjadał i pluł się przy mówieniu na siedzenie pasażera tuż obok. Na dodatek lubił wpraszać się na obiady do kursantów! Tak, tak, dobrze czytacie! Jak któryś samochód wyprzedzał naszą Elkę, wskazywał na niego swoim paluchem i krzyczał z nad tej bułki: „O widzisz, ten to na schabowego do domu pewnie się śpieszy!” Na placyku łuk do tyłu kazał nam robić „na ćwiartki”. Czyli kręcisz kierownicą za każdym razem kawałek w lewo. Nie wiem do tej pory, skąd on sobie ten sposób obmyślił. Nie przestrzegał liczby godzin wyjeżdżonych przez kursantów, które były w umowie, nie można było się odezwać słowem. Nie było w trakcie kursu na prawo jazdy kursu pierwszej pomocy- o tym wykład prowadziła jego córka- psycholożka. Jeżeli chodzi o lekarza, to koleżanka z dużą wadą wzroku w soczewkach normalnie podeszła do egzaminu bez żadnego ale. Ja za dwa lata dostałam prawko na 8 lat z zastrzeżeniem, że później do okulisty i jak ten stwierdzi, że nie stanowię zagrożenia, to pewnie znów na kilka lat prawko dostanę. Przyznałam się do noszenia okularów….

W trakcie kursu chcieliśmy chcieliśmy zmienić instruktora, ale nie dało rady, ponieważ pan wygrał przetarg najniższą ceną….. Nie trzeba chyba wspominać, że nikt z naszej 10-osobowej grupy egzaminu na prawo jazdy nie zdał….

driving-343056_1920

PIERWSZY EGZAMIN NA PRAWO JAZDY

TESTY: Ja podchodziłam jeszcze do testów, gdy można było wybrać jedną z trzech wyskakujących odpowiedzi i mogłam się do poprzednich pytań cofnąć. Etap teoretyczny zdałam. Przyszedł czas na etap praktyczny:

PLACYK:  Fiat Punto, egzaminator, kursant- czyli ja i instruktor. Nie pamiętam, jak brzmiało pierwsze pytanie, ale na pewno musiałam pokazać poziom oleju lub któryś z płynów. Agnieszka cwana, bo przecież wszystko umie, otworzyła bagażnik zamiast przedniej klapy samochodu i ZONK! Patrzę na egzaminatora, patrzę na instruktora i ktoś mnie tu robi w bambuko! Głośno wypowiedziałam zdanie: „No przecież nic tu nie ma”! Jakaś atrapa samochodu, czy co? I jeszcze z taką pretensją i żalem do instruktora przy egzaminatorze wypaliłam: „No przecież tak mnie pan uczył”!!!

Widać było, że jeden i drugi pan ledwo powstrzymują się od śmiechu, a mnie do śmiechu nie było. Egzaminator spokojnie powiedział jedno zdanie: „Ma Pani jeszcze 5 min, aby wykonać zadanie do końca”. Popatrzyłam na instruktora, wskazał mi oczami na przednią klapę. Udało się! 🙂 Łuk na ćwiartki również udało się zrobić.

MIASTO:  Z instruktorem mieliśmy obczajony znak, że jak coś będzie nie tak na mieście, to on leciutko kopnie moje siedzenie z tyłu. Dziś sobie myślę, że ten instruktor nie nadawał się do tej pracy, wielki mały dzieciak, niepoważny człowiek, ale ktoś mu uprawnienia dał! Przejechałam prawie całą trasę i zamyśliłam się w jednej uliczce, nie wiedziałam, czy tam był stop, czy nie było. Stałam, stałam i z naprzeciwka z górki zjeżdżała druga E-lka, zjeżdżała, zjeżdżała w dół i nagle ruszyłam. Tym samym wymusiłam pierwszeństwo przejazdu. W drodze powrotnej pamiętam jedno zdanie, które egzaminator wypowiedział do instruktora: „Pana kursanci stwarzają zagrożenie w ruchu drogowym”.

DRUGI KURS NA PRAWO JAZDY  I DRUGI INTRUKTOR

Minęło ponad pół roku, z rok chyba. Byłam w ciąży z pierwszą córką , mieszkałam z mężem na wsi. Wiadomo, jak się dziecko urodzi, to samochód będzie bardzo potrzebny. W naszej wsi nie było ani pampersów na sztuki, ani mleka modyfikowanego, ani lekarza, w sumie nic nie było. Podjęłam jeszcze raz wyzwanie kursu na prawo jazdy. Tym razem szukałam sprawdzonego instruktora, który skoryguje moje błędy. Z polecenia koleżanki znalazłam naprawdę odpowiedzialnego i znającego się na przepisach instruktora. Nie gadał głupot po drodze, nie dyskutował o pierdołach, a łuk na ćwiartki skwitował tylko jednym zdaniem: „Jak on chce, to ja mu tą ćwiartkę kupię i niech sobie gość w łeb nią walnie”. Wyjeździłam sporo godzin, zanim skorygowałam moje błędy. Wiedziałam, na co na drodze najbardziej zwracać uwagę. Za dwa miesiące podeszłam do egzaminu…

DRUGI EGZAMIN

TESTY: Do testów nie uczyłam się, stwierdziłam, że jak raz zdałam, to teraz też powinno się udać. Nie udało się. Zrobiłam bardzo dużo błędów. Instruktor polecił mi, abym kolejny egzamin rozłożyła sobie na dwa dni. W jednym dniu testy, w drugim jazda.

TRZECI EGZAMIN

digital-printing-1198858_1920

TESTY: Tym razem przyłożyłam się do testów, nie miałam chyba żadnego błędu. Odetchnęłam i pojechałam do domu. Wiedziałam, że teraz podchodzić będę tylko do etapu praktycznego.

PLACYK: Tu również poszło bardzo dobrze, zapomniałam już o sposobie „na ćwiartki” 😉

MIASTO: Drugie podejście na mieście również zdałam, pomimo tego, iż egzaminator wjechał ze mną w uliczki, których nigdy w Olsztynie na oczy nie widziałam. Kazał mi się rozpędzić w którymś momencie dobrze zahamować. Wtedy wydawało mi się to najtrudniejszym zadaniem.

Zdałam kurs na prawo jazdy w 7 miesiącu ciąży. Dzieci motywują! Nawet bardzo! Oraz sytuacja życiowa też ma czasem w tym względzie dużo do powiedzenia!

A wy, jakie przygody mieliście podczas kursu lub podczas egzaminu, kiedy stres zżera człowieka najbardziej?

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy, co więcej mój samochód zarabia na chleb. Prowadząc działalność muszę dojechać do moich potencjalnych klientów. Pracując, muszę dojechać do miejsca pracy, nawet po zakupy.

  • Świetnie to napisałaś 🙂 pamiętam moje egzaminy a było ich sporo i prawdę mówiąc każdy egzamin wspominam jako traumę. Miałam się poddać ale mąż wspierał i kibicował aż zdałam.

    • Nie warto się poddawać! Kolega na studiach jak szedł zdawać prawko 9 raz, to śmiali się z niego, że za 10 razem gratis rower dają 😉 Zdał chyba za 15 razem!