Category Archives: BLOG

JA MAM AUTO, TY MASZ AUTO, mamauto.pl

Samochód- ważna rzecz, zwłaszcza jeśli mamy dzieci i mieszkamy w małej miejscowości. Auto przydaje się również, aby dojechać co dzień do pracy, zabrać rodzinę na przejażdżkę po okolicy, pojechać w gości lub na duże zakupy raz w tygodniu.

wielkie

Samochód również lubi się psuć. Mało rodzin ma dużą gotówkę na wyciągnięcie ręki, a zaciągnięcie dużego kredytu na nowe auto to też kiepski pomysł. Jeśli mamy samochód używany, jest dość przewidywalny, mąż jest złotą rączką, to i części do niego możemy poszukać na http://www.mamauto.pl/.

Sama osobiście mam używane auto, w tym roku kończy 20 lat. Mówią, że samochód to niezła skarbonka, ale dzięki niemu jaki mamy komfort życia! Wsiadamy i jedziemy! Opel Corsa jest moim drugim samochodem.  Nie muszę stać i czekać na autobus lub pociąg w deszczu lub w pełnym słońcu, nie muszę wychodzić z domu pół godziny wcześniej, wystarczy, że obliczę przybliżony czas dojazdu do miejsca docelowego.

Poprzedni nasz Daewoo Matiz umarł śmiercią naturalną, co najdziwniejsze, był młodszy od dzisiejszego Opla Corsy. Ile myśmy się w niego nawkładali pieniędzy! Co tydzień lądował w warsztacie, a mechanik co tydzień zamawiał nowe bądź używane części w sklepie internetowym, ponieważ części zakupione przez internet są dużo tańsze, niż w sklepie stacjonarnym. Nie pomyślałam nigdy, aby samej usiąść przed laptopem i zamówić części do swojego Opla. A to jest takie proste:

1) wystarczy wejść na stronę internetową http://www.mamauto.pl/

2) wybrać markę i model samochodu, jaki nas interesuje

3) wybrać grupę, z której ma pochodzić nasza część: nadwozie, zawieszenie, wnętrze

4) Poszukać nazwy części w proponowanej liście.

mam auto

Głównym zajęciem firmy mamAUTO sp.j. jest demontaż pojazdów. Firma zajmuje się również szrotowaniem samochodów. Szkoda, że nie wiedziałam o niej dwa lata wcześniej, kiedy postanowiliśmy w końcu po 3 latach męczarni rozstać się z Daewoo Matizem. Odetchnęliśmy wtedy ogromnie.

10264205_665426253530385_116806123858516555_o

Dziś jak policzę, ile wkładamy w Opel Corsę, to muszę powiedzieć, że jesteśmy bogaci! Ale gdyby nie to auto, drżałabym choćby o chore dziecko z gorączką w środku nocy, gdy nie ma czym dojechać do lekarza. Przepłacałabym słono w miejscowych sklepach na codziennych zakupach. Nie miałabym pieniędzy na utrzymanie rodziny, ponieważ samochód to mój chleb, dosłownie. Prowadzę działalność gospodarczą i muszę dojechać do klientów.

Kocham mój samochód miłością odwzajemnioną, ponieważ ten w porównaniu do poprzednika nie psuje się gdzie popadnie. Nie jest awaryjny, dojadę nim, gdzie tylko chcę. Spełnia swoją rolę na co dzień, a ja od dziś wszystkie części będę zamawiać na http://www.mamauto.pl/ 🙂

mamauto2

Ja mam auto, Ty masz auto, więc dbajmy o nasz rodzinne finanse, dbajmy o nasze cztery koła i nie przepłacajmy na częściach do samochodu. Ponieważ sam ich montaż i wymiana w warsztacie do tanich nie należy!

ALE W TYM AUCIE NIE MA SILNIKA! – Czyli jak matka prawko zdawała ;)

Na kurs prawa jazdy zgłaszają się zazwyczaj dwie grupy kursantów:

  • Ci, którzy chcą zdać, bo tak
  • Ci, których sytuacja życiowa do tego kroku zmusiła.

Ja miałam przyjemność być w obydwu grupach zainteresowanych, choć w innym czasie. Miałam to szczęście, że pierwszy kurs prawa jazdy miałam niejako fundowany, wow! Załapałam się w grupie docelowej z projektu unijnego. Później za to musiałam dwa razy przepłacić, aby błędy z tego kursu skorygować, ale po kolei. Nie zapomnę nigdy sytuacji z placyku przed wyjazdem na miasto. Panowie z Worda jak oglądają nagrany film z egzaminu ze mną w roli głównej, to zapewne mają niezły ubaw po pachy do tej pory 😉

Prawo jazdy z projektu unijnego chciałam zdać, bo tak. Była to znakomita szansa, aby zaoszczędzić niemałe pieniądze. Kurs prawa jazdy za darmo? Toż to szczyt marzeń. Do tego wakacje- wymarzona pora na jazdy Fiatem Punto po dziurawych okolicach miasteczka. A już wycieczka L-ką to Olsztyna wydawała się być prawdziwym błogosławieństwem, zwłaszcza, że tramwai w Olsztynie jeszcze nie było.

PIERWSZY KURS NA PRAWO JAZDY I PIERWSZY INSTRUKTOR

Naszym instruktorem (była nas cała grupa korzystająca z dobrodziejstwa) był pan przed 50 -ką, który chyba nie lubił się czesać. Zawsze był jakiś taki roztrzepany. Nie miał czasu nigdy zjeść, wielkie buły zawsze zjadał i pluł się przy mówieniu na siedzenie pasażera tuż obok. Na dodatek lubił wpraszać się na obiady do kursantów! Tak, tak, dobrze czytacie! Jak któryś samochód wyprzedzał naszą Elkę, wskazywał na niego swoim paluchem i krzyczał z nad tej bułki: „O widzisz, ten to na schabowego do domu pewnie się śpieszy!” Na placyku łuk do tyłu kazał nam robić „na ćwiartki”. Czyli kręcisz kierownicą za każdym razem kawałek w lewo. Nie wiem do tej pory, skąd on sobie ten sposób obmyślił. Nie przestrzegał liczby godzin wyjeżdżonych przez kursantów, które były w umowie, nie można było się odezwać słowem. Nie było w trakcie kursu na prawo jazdy kursu pierwszej pomocy- o tym wykład prowadziła jego córka- psycholożka. Jeżeli chodzi o lekarza, to koleżanka z dużą wadą wzroku w soczewkach normalnie podeszła do egzaminu bez żadnego ale. Ja za dwa lata dostałam prawko na 8 lat z zastrzeżeniem, że później do okulisty i jak ten stwierdzi, że nie stanowię zagrożenia, to pewnie znów na kilka lat prawko dostanę. Przyznałam się do noszenia okularów….

W trakcie kursu chcieliśmy chcieliśmy zmienić instruktora, ale nie dało rady, ponieważ pan wygrał przetarg najniższą ceną….. Nie trzeba chyba wspominać, że nikt z naszej 10-osobowej grupy egzaminu na prawo jazdy nie zdał….

driving-343056_1920

PIERWSZY EGZAMIN NA PRAWO JAZDY

TESTY: Ja podchodziłam jeszcze do testów, gdy można było wybrać jedną z trzech wyskakujących odpowiedzi i mogłam się do poprzednich pytań cofnąć. Etap teoretyczny zdałam. Przyszedł czas na etap praktyczny:

PLACYK:  Fiat Punto, egzaminator, kursant- czyli ja i instruktor. Nie pamiętam, jak brzmiało pierwsze pytanie, ale na pewno musiałam pokazać poziom oleju lub któryś z płynów. Agnieszka cwana, bo przecież wszystko umie, otworzyła bagażnik zamiast przedniej klapy samochodu i ZONK! Patrzę na egzaminatora, patrzę na instruktora i ktoś mnie tu robi w bambuko! Głośno wypowiedziałam zdanie: „No przecież nic tu nie ma”! Jakaś atrapa samochodu, czy co? I jeszcze z taką pretensją i żalem do instruktora przy egzaminatorze wypaliłam: „No przecież tak mnie pan uczył”!!!

Widać było, że jeden i drugi pan ledwo powstrzymują się od śmiechu, a mnie do śmiechu nie było. Egzaminator spokojnie powiedział jedno zdanie: „Ma Pani jeszcze 5 min, aby wykonać zadanie do końca”. Popatrzyłam na instruktora, wskazał mi oczami na przednią klapę. Udało się! 🙂 Łuk na ćwiartki również udało się zrobić.

MIASTO:  Z instruktorem mieliśmy obczajony znak, że jak coś będzie nie tak na mieście, to on leciutko kopnie moje siedzenie z tyłu. Dziś sobie myślę, że ten instruktor nie nadawał się do tej pracy, wielki mały dzieciak, niepoważny człowiek, ale ktoś mu uprawnienia dał! Przejechałam prawie całą trasę i zamyśliłam się w jednej uliczce, nie wiedziałam, czy tam był stop, czy nie było. Stałam, stałam i z naprzeciwka z górki zjeżdżała druga E-lka, zjeżdżała, zjeżdżała w dół i nagle ruszyłam. Tym samym wymusiłam pierwszeństwo przejazdu. W drodze powrotnej pamiętam jedno zdanie, które egzaminator wypowiedział do instruktora: „Pana kursanci stwarzają zagrożenie w ruchu drogowym”.

DRUGI KURS NA PRAWO JAZDY  I DRUGI INTRUKTOR

Minęło ponad pół roku, z rok chyba. Byłam w ciąży z pierwszą córką , mieszkałam z mężem na wsi. Wiadomo, jak się dziecko urodzi, to samochód będzie bardzo potrzebny. W naszej wsi nie było ani pampersów na sztuki, ani mleka modyfikowanego, ani lekarza, w sumie nic nie było. Podjęłam jeszcze raz wyzwanie kursu na prawo jazdy. Tym razem szukałam sprawdzonego instruktora, który skoryguje moje błędy. Z polecenia koleżanki znalazłam naprawdę odpowiedzialnego i znającego się na przepisach instruktora. Nie gadał głupot po drodze, nie dyskutował o pierdołach, a łuk na ćwiartki skwitował tylko jednym zdaniem: „Jak on chce, to ja mu tą ćwiartkę kupię i niech sobie gość w łeb nią walnie”. Wyjeździłam sporo godzin, zanim skorygowałam moje błędy. Wiedziałam, na co na drodze najbardziej zwracać uwagę. Za dwa miesiące podeszłam do egzaminu…

DRUGI EGZAMIN

TESTY: Do testów nie uczyłam się, stwierdziłam, że jak raz zdałam, to teraz też powinno się udać. Nie udało się. Zrobiłam bardzo dużo błędów. Instruktor polecił mi, abym kolejny egzamin rozłożyła sobie na dwa dni. W jednym dniu testy, w drugim jazda.

TRZECI EGZAMIN

digital-printing-1198858_1920

TESTY: Tym razem przyłożyłam się do testów, nie miałam chyba żadnego błędu. Odetchnęłam i pojechałam do domu. Wiedziałam, że teraz podchodzić będę tylko do etapu praktycznego.

PLACYK: Tu również poszło bardzo dobrze, zapomniałam już o sposobie „na ćwiartki” 😉

MIASTO: Drugie podejście na mieście również zdałam, pomimo tego, iż egzaminator wjechał ze mną w uliczki, których nigdy w Olsztynie na oczy nie widziałam. Kazał mi się rozpędzić w którymś momencie dobrze zahamować. Wtedy wydawało mi się to najtrudniejszym zadaniem.

Zdałam kurs na prawo jazdy w 7 miesiącu ciąży. Dzieci motywują! Nawet bardzo! Oraz sytuacja życiowa też ma czasem w tym względzie dużo do powiedzenia!

A wy, jakie przygody mieliście podczas kursu lub podczas egzaminu, kiedy stres zżera człowieka najbardziej?

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy, co więcej mój samochód zarabia na chleb. Prowadząc działalność muszę dojechać do moich potencjalnych klientów. Pracując, muszę dojechać do miejsca pracy, nawet po zakupy.

MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ! Motto na cały 2016 rok :)

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że marzenia się spełniają- jeśli tego chcemy- na pewno spojrzałabym na niego z politowaniem i wybuchnęłabym śmiechem. Mnie marzenia miałyby się spełniać? Niby z jakiej racji?

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby mi, że dokładnie za tyle lat będę miała kochającą rodzinę (w sensie męża i dwójkę dzieci), że będę chciała również mieć trzecie takie małe szczęście- popatrzyłabym na niego zdziwiona. Trójka dzieci? Śmiech na sali 🙂

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby mi, że założę własną firmę, będę sama dysponować swoim czasem i robić na co dzień, to co kocham- pomyślałabym, no fajne cholera marzenia! 🙂

Nie obiecam sobie, ani wam  w 2016 roku, że będzie więcej wpisów na blogu, bo o wiele więcej fascynujących rzeczy dzieje się w świecie realnym, moim własnym. Na około mnie dzieje się tyle pięknych rzeczy, że warto tylko je łapać, nimi się zajmować i tylko je pielęgnować, aby zwykłe szare dni nie przysłoniły mi uśmiechu na twarzy.

DSC_4378

Ale tak- marzenia się spełniają! Zaczęłam je spełniać od końca 2014 roku, krok po kroku.

  • Skończyłam ulubiony kierunek studiów: edukację wczesnoszkolną z wychowaniem przedszkolnym
  • Urodziłam drugie dziecko- synka ukochanego, rozkrzyczanego mojego chaotycznego 🙂
  • Założyłam działalność gospodarczą, prowadzę zajęcia angielskiego, kursy języka niemieckiego, udzielam korepetycji indywidualnych. Na zajęcia dla grupy przedszkolnej zabieram również swoją córkę (innych podobnych przez zabawę nie ma w mojej okolicy, w sumie dla przedszkolaków żadnych nie ma, ale ja to zmienię 😉 )
  • Założyłam działalność bez dofinansowania, bez grosza przy duszy! Tak, to możliwe! Na początek pożyczyłam od dziadków 500 zł na kupno flip-charta i boom-boxa :). Mąż wziął drukarkę i laptopa na raty, aby miała na czym pracować. Liczba słuchaczy tych małych i tych dużych przerosła moje oczekiwania! 🙂
  • Wybrałam się z dziećmi na sesję zdjęciową, zawsze o takiej marzyłam! Tym samym spełniałam kolejne swoje marzenie!
  • Ze zdjęć z sesji zdjęciowej stworzyłam piękne fotokalendarze i fotoobrazy dla rodziny, a fotoobraz do naszych ścianach marzył mi się bardzo długo! Naprawdę 🙂
  • Odrzucam ludzi, którzy nie podzielają mojego entuzjazmu. Odrzucam ludzi, którzy zazdroszczą i chcą popsuć to, na co sama pracowałam dłuższy czas.

Sporo rzeczy, jak na tak krótki okres czasu:)

Marzeniem w 2016 roku jest rozwinąć moją działalność o jeszcze jedną usługę. Na razie to tajemnica, nie chcę zapeszyć. Znaleźć choć ciut czasu na pisanie na blogu. Nie będzie to pisanie zarobkowe, a „rekreacyjne”. Wywołać zdjęcia z przeszło 7 lat! Z 5.000 jednym pakietem 🙂 Uwielbiam zdjęcia! I oby ten 2016 rok nie był gorszy od poprzednika.

Życzę wam spełnienia waszych własnych, czy to małych, czy dużych marzeń. Czasem potrzeba dla nich poświęcić sporo czasu, bardzo dużo wytrwałości, czasem nerwów, czasem walki z najbliższymi o swoje własne wewnętrzne szczęście. Życzę wam siły wytrwania w waszych postanowieniach! Żeby spełniać marzenia nie potrzeba dużo pieniądzy, pieniądze przyjdą z czasem. Nie można myśleć i utrzeć się w schemacie, że to one są najważniejsze. Bo nie są :)! I wyjść ze schematu, tego się nie da… bo…

WSZYSTKO SIĘ DA. WSZYSTKO SIĘ UDA! TRZEBA MOCNO CHCIEĆ! 🙂