Category Archives: DDA

BOHATER- ROLA DZIECKA W RODZINIE ALKOHOLOWEJ. Dalsza opowieść na podstawie własnych doświadczeń.

  • Czy bohater ma szansę zmienić swoje życie na lepsze? Dalsza opowieść na podstawie własnych doświadczeń.

W pierwszej części  opisałam wam moją alkoholową rodzinę, o tym, jak jako dziecko tłumiłam w sobie emocje, a po cichu odgrywałam rolę bohatera. Bohater towarzyszy mi nadal i pomógł mi przezwyciężyć wiele trudności w życiu. To dzięki roli bohatera tak wiele osiągnęłam!

Pani psycholog bardzo namawiała mnie na studia dzienne i na wyjazd z rodzinnego miasta. Zabrała mnie na meeting DDA organizowany przez jedno ze stowarzyszeń. To wydarzenie rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Okazało się, że pani psycholog również jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Na spotkaniu usłyszałam opowieści ludzi, którzy poprzez błędy popełniane naśladując własnych rodziców alkoholików, zniszczyli swoje życie i tym samym swoim nowym rodzinom. Jedni wpadli w szpony złudnego nałogu alkoholizmu, drudzy żyją w toksycznych związkach, jeszcze inni skomplikowali sobie życie, nie wierząc w to, że może czekać na nich lepsze życie.

Byłam na trzech takich spotkaniach, jeszcze wtedy nie odważyłam się zaufać obcym osobom, aby opowiedzieć im swój życiorys. Moja historia w obliczu ich doświadczeń, wydawała mi się błaha. Z drugiej strony, wracając z tego ostatniego trzeciego spotkania, przyrzekłam sobie, że zmienię swoje życie. Zdałam maturę z rozszerzonego języka niemieckiego i zaczęłam studia dzienne w zupełnie innym mieście i w zupełnie innym otoczeniu. Dziś wiem, że w kierunku języka pchnęły mnie osoby trzecie, ja do końca nie wiedziałam, co dokładnie chcę robić w życiu.

Wyjechałam i rozpoczęłam samodzielne życie odcinając się w zupełności od współuzależnionej rodziny. Nie raz, gdy babcia (mama matki) telefonowała i zamierzała zdać mi relacje z sytuacji jaka panuje w rodzinie, ja protestowałam. Nie chciałam wiedzieć. Czasem wracałam na weekendy, później zaczęłam wracać coraz rzadziej. Zauważyłam, że w akademiku sama, czuję się bardziej bezpieczna i spokojniejsza emocjonalnie, niż w domu rodzinnym.

Gdy skończyłam licencjat, wróciłam w okolice miasta rodzinnego i założyłam z mężem rodzinę. W dalszym ciągu walczyłam o swój wewnętrzny spokój, aby nikt z osób trzecich nie próbował go zakłócić. Dziś myślę, że tylko odwaga wewnętrznego bohatera pozwoliła mi to wszystko odeprzeć. Nadal podczas wizyt u dziadków oraz podczas rozmów telefonicznych mozolnie i do skutku tłumaczyłam im, że nie interesują mnie rodzice, że ja mam własne życie, własne problemy i jedynie na tym chcę się skupić. Mąż oraz jego rodzina próbowali zrozumieć moje postępowanie, z czasem zrozumieli, gdy zaczęłam odkrywać „karty przeszłości”. Mąż mój miał nadzieję na zmianę teściów, ja już tej nadziei nie miałam i z tym było mi lepiej żyć. Ja już nie żyłam niespełnionymi obietnicami bez pokrycia w realnym życiu. Przestałam się łudzić, stało się to dla mnie obojętne, jaki los spotka moich rodziców.

300_0_productGfx_112a52154f4dab77db7e636328fee98b

Gdy córka miała rok, zaczęłam pracę jako nauczyciel języka niemieckiego. Jako matka i jako nauczyciel zaczęłam dostrzegać wiele zależności, które łączyły mnie z moją rodzicielką. Spełniłam marzenie (nie swoje) mojej matki, otrzymując dyplom licencjata z języka niemieckiego. Zaoferowała mi swoją pomoc w opiece nad wnuczką, choć wiedziałam, że nie zawsze będę mogła na niej polegać, zgodziłam się. Wiedziałam jaką radość sprawia jej opieka nad wnuczką. Odwiedzałam ją jedynie w momentach, gdy wiedziałam, że jest trzeźwa. Dyskutowałyśmy często o języku i o macierzyństwie. Ja opowiadałam jej o poczynaniach wnuczki, ona wspominała mnie i moją siostrę w dzieciństwie. Zrozumiałam, jak było jej ciężko i motywy jakie być może kierowały nią w chorobie alkoholowej. Tylko dlatego, że przyjęłam jej role, byłam świadoma postępowania alkoholika i syndromu DDA. Zdążyłam ją zrozumieć i jej wybaczyć.

300_0_productGfx_1d315eaa7b7255b102de6ef630f1d509

Gdy córka miała skończone 1,5 roku oznajmiłam mojej mamie jako pierwszej po mężu, że prawdopodobnie spodziewam się jej drugiego wnuka. To ona poszła ze mną po wyniki badań, czy rzeczywiście jestem w ciąży. Złożyłam jej gratulacje, że zostanie znów babcią prędzej, niż ona mi, że jestem w odmiennym stanie.

Byłam w trzecim miesiącu drugiej ciąży, gdy dowiedziałam się o śmierci matki. Wszyscy zakładaliśmy zawał, wylew…. Śmierć przyszła tak nagle. A jednak: zatrucie alkoholem etylowym. Ja natomiast zamiast rozpaczy, złości, odrzucenia, poczułam spokój. Spokój jak nigdy dotąd. Wiedziałam, że znów pewien etap w moim życiu się zamknął. Wiedziałam, że teraz może być tylko lepiej.

300_0_productGfx_2fdbe9ee79341487994aa37ef0027f87

Gdy urodził się syn, rozpoczęłam procedurę odrzucenia spadku (w tym długów) w imieniu swoim i swoich dzieci, chciałam doprowadzić sprawy do końca. Choć osoby w moim otoczeniu pukały się w głowę, po co mi to wszystko. Wypracowałam poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji w moim osobistym życiu dla siebie, dla dzieci i zabezpieczyłam nasz spokój na kolejne kilka bądź kilkanaście lat. Z ojcem od śmierci matki nie utrzymuję kontaktu. Nie bronię mu kontaktów z wnukami, pod jedynym warunkiem: trzeźwości. Nie chcę, aby moje relacje z nim (czyli żadne) miały wpływ na relacje jego z wnukami, lecz przez te 4 lata nie zainteresował się losem wnuków. A ja sama nie będę o ten kontakt zabiegać. Dziś wiem, że to nie moja rola, że nie mogę kogoś uszczęśliwiać na siłę. Nie zmienię czyjegoś życia, jeżeli ktoś w rzeczywistości tego nie chce.

Po 10 latach zauważyłam, że potrafię marzyć. Spełniałam w końcu swoje marzenie i poszłam na studia podyplomowe z edukacji wczesnoszkolnej, choć dziadkowie nadal zarzucają mi, że nie po kolei (najpierw magister). Teraz już nie słucham, tylko podążam własnymi ścieżkami. Szukam nowych celów i wyzwań w życiu, co daje mi poczucie samorealizacji. Marzę o jeszcze jednym małym krasnoludku, który znajdzie miejsce w naszej rodzinie i od października otwieram własną działalność gospodarczą. 

Przez te kilka lat zrzuciłam z siebie maskę idealnej. Ja też potrafię się mylić i potrafię przeprosić za swoje błędy. Staram się zaczynać i doprowadzać sprawy do końca i nie obiecywać, gdy wiem, że mogę tej obietnicy nie spełnić. Zwłaszcza w stosunku do moich dzieci. Potrafię kochać i wyrażać swoje uczucia. Nadal się tego uczę, ale już potrafię. Czasem z emocji się jąkam, ale dumna jestem z tego, że mi się udało.

300_0_productGfx_bd61dbd6bdc5eeecd4f433fbb76a53f7

Dziś potrafię opowiadać o przeszłości bez większych emocji. Emocje wzbudza we mnie teraźniejszość, to co dzieje się wokół mnie obecnie. Mam kilka wiernych przyjaciółek, które zawsze wysłuchają mnie w potrzebie. Nauczyłam się dystansu do wielu rzeczy i sytuacji. Zmieniłam swoje życie na lepsze. Wiem, że jest to również zasługa kilku osób trzecich, które bardzo pomogły mi na mojej krętej drodze i za to jestem im niezmiernie wdzięczna. Jestem dowodem na to, że DDA nie musi powielać błędów z przeszłości. Jestem dowodem na to, iż rola bohatera pomogła mi i pomoże jeszcze nie raz w osiągnięciu wielu celów w życiu.

Dalsza część nastąpi na pewno za kilka lat 😉

# Te piękne aranżacje pokojów dziecięcych, akcesoria oraz zabawki dla najmłodszych znajdziecie na http://babydeco.eu/. Aż się rozmarzyłam 😉

BOHATER- ROLA DZIECKA W RODZINIE ALKOHOLOWEJ. Czy bohater ma szansę zmienić na lepsze swoje życie?

Dziecko w rodzinie alkoholowej może przyjąć jedną z czterech ról: bohater, maskotka, czarna owca i dziecko we mgle. Na pewno jest tak, że te role tak naprawdę się zazębiają i wpływają na siebie wzajemnie. Dziś chciałabym przedstawić wam rolę bohatera na postawie własnego doświadczenia.

  • Rolę bohatera najczęściej przyjmuje najstarsze dziecko. Czuje się odpowiedzialne za rodzinę, jej problemy, więc poświęca się dla niej rezygnując z własnych potrzeb. Stara się nie sprawiać kłopotów i odnosić sukcesy. To opiekun rodzeństwa, wizytówka rodziny, która pokazuje obcym, że w niej jest wszystko w porządku.

Nazywam się Agnieszka i jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholików. Wychowałam się w rodzinie dysfunkcyjnej, w której przybrałam rolę bohatera. Byłam najstarszym dzieckiem, mam również młodszą siostrę. Matka była z zawodu nauczycielką, ojciec natomiast stolarzem. Matka pracowała i to ona utrzymywała całą rodzinę, ojciec natomiast odkąd pamiętam był bezrobotny, czasem pracował nielegalnie „na czarno”.

Alkohol od zawsze pojawiał się na stole, czy to podczas ważniejszych uroczystości, czy też podczas mniejszych okazji. Nie wspominam swojego dzieciństwa źle, mnie jedynie zabrano brutalnie okres dorastania. Ojciec w moim życiu nigdy nie odgrywał ważniejszej roli. Mieszkał z nami i był, „tak jakby go nie było”. Nie brał czynnego udziału w wychowaniu mnie i siostry. To na matki barkach spoczywało zmierzanie się z codziennymi problemami i prowadzenie gospodarstwa domowego.

Mama wyjechała na leczenie dobrowolnie z własnej inicjatywy, gdy miałyśmy z siostrą po kilka lat (1,5 roku różnicy). Drugi raz dostała nakaz odgórny ze szkoły, w której pracowała, aby się leczyć. Gdy miałam 12 lat matkę zwolniono dyscyplinarnie z pracy za nadużywanie alkoholu. Od tego czasu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Matka załamana brakiem pieniędzy i brakiem perspektyw zaczęła popadać razem z ojcem w ciągi alkoholowe. Trzeci raz- ostatni pojechała na sądowe, przymusowe leczenie, gdy w wieku 14 lat trafiłam razem z siostrą do domu dziecka. Podczas leczenia z choroby alkoholowej przyjechała na przepustkę i nigdy więcej nie wróciła do szpitala. Nawet po swoje osobiste rzeczy.

dziecko
źródło zdjęcia: www.emito.net

W szkole nigdy nie zwierzałam się rówieśnikom z problemów w domu. Bałam się wyśmiania i wstydu. Nauczona doświadczeniem z poprzedniej podstawówki (notabene- matka była tam nauczycielką), kiedy byłam kozłem ofiarnym, w gimnazjum wśród nowych koleżanek stworzyłam swój nowy wizerunek silnej osoby. Miałam jedną przyjaciółkę, której zawsze mogłam się zwierzyć. Mieszkała razem z ciocią, jej rodzice byli również alkoholikami. W gimnazjum byłam przeciętną uczennicą, nie wyróżniałam się niczym, pośród innych nastolatków, może jedynie trochę gorszym ubraniem. Lubiłam uczyć się języka niemieckiego, na początku bardzo pomogła mi w nauce mama, której marzeniem było zostać germanistą. Z języka angielskiego miałam w podstawówce dwóję, więc w gimnazjum mama przepisała mnie na niemiecki, w którym mogła mi pomóc.

  • Bohater to osoba powściągliwa w okazywaniu uczuć. Wypiera i tłumi złość na rodziców. Stara się okazywać tylko pozytywne emocje. Ma poczucie winy oraz wstyd za sytuację rodzinną. Czuje się „gorszy” od innych, mniej wartościowy. Odczuwa lęk przed utratą sympatii i aprobaty. żyje w ciągłym napięciu.

Gdy rodzice mieli ciągi alkoholowe, po libacjach nocnych, niewyspane często opuszczałyśmy z siostrą zajęcia szkolne. To ja siostrę w takich momentach zaprowadziłam na apel 1 września do V klasy, gdy matka przepisała ją do drugiej szkoły bliżej domu (gdy już w poprzedniej straciła pracę). To ja wcześniej zaprowadziłam ją na rocznicę pierwszej komunii świętej. To właśnie wtedy zaczęłam odgrywać rolę bohatera. Nauczone byłyśmy nie mówić o tym, co się działo w domu. Matka czasem znikała na noce, raz nie było jej kilka dni…. Gdy odcięto nam energię za niezapłacone rachunki i gdy sytuacja faktycznie zaczęła być nieciekawa sytuacją naszą zainteresował się MOPS i pedagog szkolny. W pewnym momencie przestałam udawać. Dłużej nie dałam rady utrzymać tajemnicy alkoholowego domu.

Podczas ciągów alkoholowych i libacji nocnych ojciec zachowywał się agresywnie. Nie raz podczas furii pchnął matkę lub uderzył. Lecz pewnego razu tak nas sterroryzował krzykiem, wyzwiskami, okładaniem pięściami bez opamiętania matki, że postanowiłam uciec. Pamiętam, że bardzo krzyczałam i panicznie się bałam. Pamiętam, jak ojciec podbiegł z pięściami i zagroził, że mnie uderzy. Matka krzyczała, abyśmy uciekły do sąsiadów i wezwały policję. Po cichu otworzyłam drzwi i na boso w dresach w środku zimy wybiegłam na ulicę do budki telefonicznej. W szoku, w panice wyciskałam różne kombinacje numerów na policję. Bałam się wrócić do klatki schodowej, do sąsiadów. Bałam się wstydu i wyśmiania. Pobiegłam dwa kilometry na boso w zaspach śnieżnych do dziadków, ponieważ wiedziałam, że im mogę zaufać. Gdy dobiegłam o 23:00 dysząc z wysiłku, wypowiedziałam jedno zdanie: „Tata zabił mamę”. Dziadkowie zadzwonili natychmiast na policję, okazało się, że sąsiedzi słysząc wcześniej mój krzyk interweniowali. Matka po tym wydarzeniu miała mi za złe, że nie pobiegłam do sąsiadów, a ja miałam poczucie satysfakcji, że najważniejszej osobie w życiu uratowałam życie i zostałam przez to skarcona. Później uciekałam również wiele razy. Czasem wystarczył tylko podniesiony głos ojca, brzdęk butelki. Polubiłam rolę bohatera.

  • Bohater jest najczęściej osobą lubianą i akceptowaną, popularną wśród rówieśników. Posiada tendencję do sprawowania kontroli nad innymi, opiekowania się oraz przejmowania odpowiedzialności. Może nie mieć czasu dla kolegów i koleżanek w związku z obowiązkami domowymi. Poszukuje towarzystwa osób starszych od siebie, wśród których czuje się lepiej. Najczęściej lubiany przez nauczycieli jako dobry uczeń.

W domu dziecka byłam ulubienicą wychowawców i dyrekcji. Jako jedna z nielicznych wychowanków uczyłam się w liceum i podeszłam do matury. Byłam przewodniczącą grupy i samorządu podopiecznych. Prowadziłam kroniki placówki. Czułam się wyjątkowo i w końcu poczułam się akceptowana, czego bardzo brakowało mi w rodzinnym domu. Wychowawcy lubili wykorzystywać to, że byłam uległa i nad wyraz „ułożona”. Wiedzieli, że jak poproszą mnie o rozwieszenie firanek na piętrze lub posegregowanie prania, zrobię to bez wahania. Ja z kolei lubiłam się dowartościowywać pochlebnymi komentarzami na mój temat.

Gdy do domu dziecka trafiła prawie 3-letnia dziewczynka, zajęłam się nią i zamieszkała w moim pokoju. Uczyłam ją mówić- znała jedynie dwa słowa: „ami i aami”, co oznaczało: „siku i kupa”. Przyszła w pieluchach- uczyłam ja załatwiać potrzeby do toalety, razem z wychowawcami „rozdzierałam ją” z ramion odwiedzającej matki w momentach histerii… Nigdy nie pozwoliłam jej skrzywdzić. Przytulałam nocami. Obce osoby uważały mnie za jej matkę, choć ja miałam jedynie 17 lat. Bardzo przeżyłam jej adopcję do innego kraju. Po kilku latach Karolina odnalazła mnie na portalu społecznościowym i napisała łamaną polszczyzną: „Czy to ty Agnieszka?”. Pięknie potoczyły się jej losy w rodzinie adopcyjnej. Realizuje się i spełnia marzenia.

Ja jako nastolatka nie potrafiłam marzyć. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co będę robić za kilka lat. Wiedziałam, że chcę pomagać i chcę pracować z dziećmi. Dlatego też wybrałam kierunek pedagogiczny. Nie miałam przyjaciół wśród rówieśników. Zawsze czułam się dojrzalsza i miałam większe ambicje od reszty koleżanek. Ulubionym towarzystwem było zawsze towarzystwo dorosłych osób, czyli wychowawców. Wykorzystywała to matka, kiedy pijana prowadziła ze mną dyskusje. Dopiero później dowiedziałam się, że człowieka pod wpływem alkoholu nie można słuchać.

W wieku 17-18 lat zaczęłam przeżywać okres buntu przeciwko utartym schematom. Nagle zaczęli imponować mi rówieśnicy, zaczęłam być asertywna oraz wyrażać swoje zdanie, co spotkało się z dużą dezaprobatą w otoczeniu. Stało się to po tym, gdy pani psycholog pracująca w placówce, uświadomiła mi, jak mocno syndrom DDA wpływał na moje dotychczasowe postępowanie. Jak wychowywanie w rodzinie alkoholowej mocno odcisnęło swoje piętno w mojej psychice. Zastanawiam się, co byłoby gdybym okres buntu zaczęła przeżywać jako 12-13- letnia dziewczynka? Co byłoby, gdyby w porę nie zabrano mnie z domu rodzinnego? Dziś już nie poznam odpowiedzi na te pytania.

Dalsza część opowiadania wkrótce…. 

  • Opis roli bohatera wytłuszczonym drukiem zaczerpnęłam stąd
  • Ten artykuł był moją pracą zaliczeniową ” na dowolny temat” z psychologii na studiach podyplomowych z edukacji wczesnoszkolnej
  • W trakcie pisania pracy moja 3,5 letnia córka skasowała połowę. Skutkiem było nie wysłanie pracy w terminie. Na szczęście nie przeszkadzało mi to w otrzymaniu oceny bardzo dobrej.
  • Czekajcie na dalszą część 😉

A może ktoś z was chciałby podzielić się swoją historią, nawet anonimowo? Zmienimy imiona bohaterów… Zapraszam 😉

DZIURAWA PAMIĘĆ- po prostu nie pamiętam…

Dziurawa pamięć zaczęła mi przeszkadzać niedawno, kiedy chciałam odtworzyć jakieś zdarzenie związane z moimi dziećmi. Najbardziej zszokowała mnie moja dziurawa pamieć w momencie, kiedy padł dysk twardy w laptopie, a z nim wszystkie zdjęcia i filmy z roku 2012. Cały rok z życia, okres czasu, kiedy starsza córka miała pomiędzy pół a półtora roku. 

Dziurawa pamięć nie przeszkadzała mi w momencie, gdy chciałam o czymś zapomnieć w młodości. To ta pamięć mnie chroniła. Wszystkie przykre zdarzenia odchodziły daleko, nie dopuszczałam do siebie złych myśli, żeby po prostu psychicznie wytrzymać trudne sytuacje, a w moim młodym wieku było ich wiele. Siadałam w kącie i powtarzałam, że to się nie dzieje naprawdę, zaraz minie i ja o tym wszystkim zapomnę. Większość sytuacji zapomniałam, dziś nie pamiętam, z jednej strony to dobre, a z drugiej strony dziś mam problem z zapamiętywaniem.

Nie pamiętam twarzy znajomych, często nie poznaje ich na ulicy. Rozmawiam z kimś, przyjeżdżam do domu i 3 dni myślę, kto to mógł być. Czasem daną osobę rozpoznaję po głosie. Często proszę o przypomnienie miejsca, bądź osoby, dzięki której się znamy.

No co ty? Nie pamiętasz? Przecież to było pół roku temu! – potrafię zapominać proste sytuacje, które tak naprawdę nie były dla mnie złe. Mam problem z odtworzeniem sobie, dlaczego obraziłam się na kogoś, dlaczego z nim nie rozmawiałam. Z jakiego powodu? Często mąż sam jest zdziwiony, że o takich rzeczach nie pamiętam.

Najbliżsi dziwią mi się często, dlaczego zdjęcia są dla mnie taką sentymentalną pamiątką. Po co trzymam je wszystkie na dysku? Po co segreguję? Po co przeglądam?

Bez tytułu

Właśnie po to, abym mogła szybko różne wspomnienia odtworzyć. Gdybym nie zapisywała wspomnień z dzieciństwa moich dzieci na blogu i nie robiła im zdjęć, dziś zapewne mało pamiętałabym. Nie pamiętałabym tekstów Natalki i naszych wspólnych wycieczek. To z bloga ściągnęłam masę zdjęć, gdy padł dysk, resztę z facebooka. Fakt, nie mają dobrej rozdzielczości i gdybym chciała je dziś wydrukować, miałyby wielkość biletu komunikacyjnego, ale są- są moje wspomnienia! – na laptopie zawsze większe 😉

Dziurawa pamięć ma też swoje zalety- nie rozpamiętuję długo o różnych rzeczach, sytuacjach. Często, gęsto nawet szybko mi złość przechodzi. 

A ty jaką masz pamięć?