POBYT DZIECKA W SZPITALU- 7 plusów płynących z tej sytuacji.

Tak na przekór w tym wpisie pobyt dziecka w szpitalu ujmę z korzystnej strony. Kilka dni temu wróciłam z córką ze szpitala po prawie 2- tygodniowym szpitalnym „urlopie”. Nie łatwo było przetrwać ten czas, zwłaszcza, że noc spędzałam na niezbyt wygodnym łóżku polowym, a dzień na krześle, czy to w sali chorych, czy w świetlicy dziecięcej na oddziale układając po raz milionowy puzzle z brakującymi 8 elementami dla zabicia czasu. Dzieci do szpitali trafiają naprawdę z różnistych powodów, często są to pobyty nagłe lub tak jak nasz pobyt planowy. Rodzic albo decyduje się na urlop z pracy albo na zwolnienie lekarskie za opiekę nad dzieckiem. No i gdzie te plusy? Podobno z najgorszej sytuacji można dopatrzyć się pozytywów 🙂

Nawiązanie jeszcze lepszego kontaktu z dzieckiem– pierwszy punkt i najważniejszy!

Zazwyczaj kiedy w domu dzieci mamy dwoje lub większą ilość, nie mamy możliwości porównania jak to nasze dziecko funkcjonuje w pojedynkę. W szpitalu nie musimy zmywać naczyń ( w sumie poza kubkiem po kawie 😉 , myć podłóg, przyrządzać obiadu- to wszystko wykonuje dla naszych dzieci- pacjentów personel szpitalny lub firmy podnajęte przez szpital. My mamy masę czasu! Masę czasu, aby porozmawiać o wszystkim z naszym „jedynym” dzieckiem, aby „wyprzytulać” się za wszystkie czasy, bezkarnie przemycić słodycze z pobliskiego marketu (szpitalne żarcie i tak jest beeee ;). Wszyscy rodzice w szpitalu powtarzają, że dziecko im się w szpitalu rozpieściło i całe szczęście, że możemy z tymi naszymi dziećmi podczas pobytu w szpitalu przebywać. Pocieszać po bolącym zastrzyku, motylku, wytłumaczyć na czym będzie polegało badanie, no i kiedy? Kiedy w końcu wyjdziemy do domu???

teddy-242848_1920

Nauka cierpliwości. 

W szpitalu nie tylko tęskni do domu dziecko, ale również ty. Nastawiłaś się na góra 5 dni, a tu ile? Prawie 2 tygodnie? Przecież to można jajo znieść. No i kiedy przyjdzie ta pani doktor? Kiedy ten wynik z badania? Wychodzisz z siebie, ale nie możesz pokazać tej niecierpliwości dziecku. „Mamo, a dlaczego nie pozwalają mi jeść? Ja chcę jeść!” Słyszysz o godzinie 9:00 rano, a czekacie do 11:00 na badanie. Sama jesteś głodna jak wilk, no ale nie zrobisz przykrości własnemu dziecku, więc jesteś na czczo razem z nim (no poza tą kawą 😉 

Nowe znajomości, wymiana doświadczeniami

W szpitalu rodzic nigdy nie jest sam, zazwyczaj dzieli salę z innym zatroskanym rodzicem. Czasem dobrze jest otworzyć buzię i pogadać. Tak po ludzku pogadać. Czasem znajomości szpitalne wychodzą poza mury tego miejsca, czy to w media społecznościowe lub na grunt przyjacielski. Namiar na najlepszego specjalistę dostaniesz zapewne od drugiego rodzica. Spotkasz wielu rodziców „weteranów” wracających na oddział z dziećmi jak bumerang. Dostaniesz nie tylko namiar na dobrego specjalistę, ale również poznasz ich cały ranking! Do którego warto udać się z dzieckiem prywatnie, a do którego niekoniecznie. Dowiesz się od drugiego rodzica jakie badania warto jeszcze wykonać, a które nie mają najmnijeszego sensu.

Dobry moment na wytłumaczenie dziecku, czym jest niepełnosprawność.

Być może w szpitalu powiatowym nie dojrzysz dziecka na wózku inwalidzkim, ale w szpitalu specjalistycznym już tak. Te dzieci często nie różnią się niczym, od naszych zdrowych dzieci. Tak samo śmieją się w głos, są radosne i nie mają problemu z kontaktem z drugim pełnosprawnym dzieckiem. To od nas dorosłych zależy, jak dzieci z niepełnosprawnością będą przez nasze dzieci postrzegane.

Nawet sprawy sobie nie zdajemy, jak wiele jest chorych dzieci! Po których w zupełności choroby nie widać. Jest tyle różnych, podstępnych chorób! Nie tylko dorośli i osoby starsze chorują, co widać niejednokrotnie po facebookowych apelach o pomoc.

Jednym z potrzebujących dzieci jest Hubert, z chorobą w czapce niewidce:

Bez tytułu

Hubert zbiera na turnus rehabilitacyjny w 2016 i w 2017 roku!

Kliknij i pomóż:

hubert turnus
https://www.siepomaga.pl/hubert-dluski

 Sposoby na zabicie nudy!

Można pięćdziesiąty raz układać te same puzzle? Można! Można dwudziesty raz oglądać tą samą bajkę na youtube? Można. Wiele można, tylko po to, aby zabić nudę. Standardowymi patentami na nudę w szpitalu są wszelkie kolorowanki, kredki, książeczki do czytania, spacery po szpitalnych korytarzach. My mogliśmy podziwiać lądujące helikoptery z małymi pacjentami. Mogliśmy popołudniu wyjść na szpitalny plac zabaw (Dziecięcy Szpital Specjalistyczny w Olsztynie). Można zejść do szpitalnego bufetu na frytki. Trochę sobie pobyt „osłodzić”. 

Docenienie możliwość powrotu do domu- do               taty, do brata, do własnych zabawek.

Tęsknota za domem, za najbliższymi w szpitalu jest chyba najgorsza. Pomyślmy teraz, że wiele dzieci spędza nawet połowę swojego dzieciństwa w szpitalnych korytarzach. Rodzicom zupełnie zdrowych dzieci trudno jest to sobie wyobrazić. Podczas kilkudniowego pobytu dziecko telefonuje do taty i mówi, że „w sumie fajnie jest”, ale widać w jego/ jej oczach smutek, bo to jest jest to. Sala szpitalna pomimo kilku nowych zabawek dla pocieszenia to nie jego/jej przytulny pokoik, a pani pielęgniarka to nie najlepsza ciocia pomimo najlepszych chęci. 

Ćwiczenie organizacji własnej.

Pakowanie torby do szpitala to wbrew pozorom niełatwa sprawa. Miałam tą niewątpliwą „przyjemność” już kilka razy i to nie tylko do porodu 😉 Ładowarka do telefonu, szampon do włosów, sztućce, talerzyk, grzebień, pierdoły dosłownie, ale w szpitalu te pierdoły ratują życie! A spróbuj się z nimi zapakować do małej szpitalnej nocnej blaszanej szafki razem z dzieckiem? Tym razem to ja pożyczałam innym mamom a to kubek, a to pastę do zębów, ale ile razy sama byłam w potrzebie, gdy w środku nocy wylądowałam w szpitalu z 4- miesięcznym dzieckiem. Człowiek śpi w tym, w czym przyjechał i czeka aż łaskawie ktoś dojedzie i dowiezie choć jeden dres na zmianę.

Pobyt w szpitalu to trochę taka szkoła życia, trochę taki przymusowy obóz (łóżka polowe), no i trochę droga sprawa, bo za nocleg również trzeba w szpitalu zapłacić.